Bez pierścienia, ale z historią
Phoenix Suns zostali założeni w 1968 roku jako pierwsza profesjonalna drużyna sportowa w Arizonie. Już w 1976 roku zagrali w swoich pierwszych finałach NBA, przegrywając jednak z Boston Celtics w słynnej, sześciomeczowej serii, którą do dziś wspomina się z powodu jednego z najbardziej dramatycznych meczów w historii finałów (potrójnej dogrywki w Game 5).

W kolejnych dekadach Suns regularnie meldowali się w fazie play-off, szczególnie na przełomie lat 80. i 90., kiedy byli jedną z najbardziej stabilnych ekip Zachodu pod względem wyników. Zespół z Phoenix często kończył sezon zasadniczy z dodatnim bilansem i uchodził za groźnego rywala w postseason.
Druga szansa przyszła w 1993 roku, kiedy Charles Barkley, MVP sezonu zasadniczego, poprowadził Suns do finału przeciwko drużynie Michaela Jordana. I tym razem zakończyło się porażką 2:4. Trzecia, jak dotąd ostatnia próba miała miejsce w 2021 roku. Historia zatoczyła koło, ale znów nie udało się sięgnąć po tytuł.
Suns to zespół, którego historia to nieustanne wahania – między nadzieją a rozczarowaniem, budową a rozpadem. Choć momentami byli blisko mistrzostwa, nigdy nie sięgnęli po upragniony tytuł. Ich droga pełna była wzlotów i upadków, a ostatnia dekada to wyjątkowo intensywny rollercoaster – od ligowego dna, przez powrót na szczyt, aż po kolejne pytania o przyszłość.
Pustynna dekada (2010–2020)
Po odejściu Steve’a Nasha w 2012 roku i rozpadzie drużyny, która jeszcze 2 lata wcześniej rywalizowała w finałach konferencji, Phoenix Suns popadli w trwający dekadę chaos sportowy i organizacyjny. Brak stabilności na ławce trenerskiej, nietrafione decyzje kadrowe i słaba kultura pracy sprawiły, że klub niemal całkowicie zniknął z koszykarskiej mapy.
W tym okresie przez zespół przewinęli się tacy trenerzy jak Alvin Gentry, Jeff Hornacek, Earl Watson czy Igor Kokoškov – żaden z nich nie zdołał zbudować trwałego systemu gry. Suns stawiali na nieprzemyślane przebudowy, często zmieniali koncepcje rozwoju, a ich działania na rynku transferowym i w drafcie były chaotyczne. Zespół notorycznie kończył sezon w dolnej części tabeli, a kibice – przyzwyczajeni do zwycięstw z czasów Nasha, Amar’e Stoudemire’a i Shawna Mariona – z trudem obserwowali stagnację i kolejne kompromitacje.
W drafcie Suns często mieli wysokie wybory, ale nie potrafili ich dobrze wykorzystać. Alex Len (nr 5 w 2013), Dragan Bender (nr 4 w 2016) czy Josh Jackson (nr 4 w 2017) okazali się nietrafionymi wyborami, którzy nie spełnili pokładanych w nich nadziei. Dopiero wybór Devina Bookera (nr 13) w 2015 roku okazał się punktem zwrotnym – choć początki młodego strzelca były trudne, szybko pokazał, że może być twarzą odbudowy.
Lata 2010–2020 to czas nie tylko porażek sportowych, ale też wizerunkowych. Klub był postrzegany jako źle zarządzany, właściciel Robert Sarver był krytykowany za skąpstwo i ingerowanie w decyzje koszykarskie, a kibice coraz częściej opuszczali trybuny Footprint Center. Suns stali się symbolem niewykorzystanego potencjału i przestrogą dla innych zespołów budujących się od podstaw
Wschodzące gwiazdy: Devin Booker i Deandre Ayton
W 2015 roku Suns wybrali z 13. numerem draftu Devina Bookera. Nie wiązano z nim wielkich oczekiwań, a jednak szybko pokazał, że ma papiery na gwiazdę. W 2017 roku rzucił 70 punktów przeciwko Boston Celtics, udowadniając, że ma nie tylko talent, ale i potencjał, by stać się jednym z liderów nowego pokolenia w NBA.
Booker rozwijał się w trudnych warunkach. Nie miał doświadczonych kolegów, grał w drużynie pozbawionej stabilizacji i jasnej struktury. Mimo to z każdym sezonem pokazywał coraz więcej — nie tylko jako strzelec, ale jako zawodnik, który potrafi braćodpowiedzialność. Jego determinacja, lojalność i etyka pracy wyróżniały się w zespole przechodzącym przez lata przebudowy.
W 2018 roku Suns wykorzystali pierwszy numer draftu na wybór Deandre Aytona. Potęga fizyczna, talent i wszechstronność dawały nadzieję, że w połączeniu z Bookerem stworzy nową oś zespołu, wokół której będzie można budować przyszłość. Ayton uchodził za jednego z najbardziej „gotowych” graczy tamtej klasy, a jego wybór miał symbolizować początek nowej ery w Phoenix. Był to wyjątkowo mocny draft — już wtedy sporo mówiło się o potencjale Luki Dončicia czy Trae Younga, co tylko zwiększało wagę decyzji Suns przy pierwszym picku.

Finałowy marsz (2020/21)
Po dekadzie posuchy Phoenix Suns eksplodowali. Wszystko zaczęło się od zatrudnienia Monty’ego Williamsa, który wprowadził w zespole nową kulturę, a także od pozyskania doświadczonego Chrisa Paula w listopadzie 2020 roku. CP3 nie tylko dodał Suns organizacji i tempa, ale przede wszystkim wniósł liderstwo, jakiego brakowało młodemu składowi.
Sezon zasadniczy 2020/21 był dla Phoenix przełomowy. Z bilansem 51–21 zakończyli go na drugim miejscu w konferencji zachodniej. Devin Booker rozwinął się w pełnoprawną gwiazdę ligi, Ayton poczynił krok naprzód jako center, a Paul, mimo 36 lat, notował średnio ponad 16 punktów i 8 asyst na mecz. Wszystko funkcjonowało jak w zegarku.
W play-offach Suns szli jak burza. W pierwszej rundzie pokonali Los Angeles Lakers 4:2, mimo że przegrywali 1:2, a Anthony Davis wypadł z gry z powodu kontuzji. W półfinale rozbili Denver Nuggets 4:0 – Jokić zdobył MVP sezonu regularnego, ale był bezradny wobec mobilnej defensywy Suns. W finale konferencji przyszła seria z L.A. Clippers – i choć Paul George próbował odwrócić losy rywalizacji, Suns zamknęli ją w sześciu meczach.

Po 28 latach Suns wrócili do wielkiego finału NBA. Ich rywalem było Milwaukee Bucks z Giannisem Antetokounmpo – dwukrotnym MVP, który właśnie przełamywał własne bariery na największej scenie. Phoenix rozpoczęło serię znakomicie, wygrywając dwa pierwsze mecze u siebie. Chris Paul kontrolował tempo gry, Devin Booker grał z pewnością siebie i ofensywną swobodą, a drużyna wyglądała na dobrze naoliwioną maszynę.
Wydawało się, że tytuł jest w zasięgu ręki, ale od trzeciego meczu wszystko się odwróciło. Bucks odnaleźli rytm, stali się bardziej fizyczni, agresywni i pewni siebie. Przejęli inicjatywę i wygrali cztery kolejne spotkania. Giannis Antetokounmpo był absolutnie nie do zatrzymania – zdominował serię, a w decydującym Game 6 zagrał jedno z najlepszych spotkań w historii finałów NBA, zdobywając 50 punktów, 14 zbiórek i 5 bloków.
Suns nie mieli odpowiedzi. Deandre Ayton nie potrafił przeciwstawić się fizyczności i mobilności Giannisa, Booker był nieustannie naciskany przez obronę Jrue Holidaya, a Chris Paul z każdą kolejną kwartą tracił impet. Porażka 2:4 w finałach bolała, szczególnie po tak obiecującym początku, ale mimo wszystko był to moment przełomowy: Phoenix po raz pierwszy od dekad znów grało o najwyższą stawkę i przypomniało światu, że są drużyną z potencjałem mistrzowskim.
Na szczycie i pod presją (2021/22)
Kolejny sezon był jeszcze bardziej obiecujący. Suns zanotowali najlepszy bilans w lidze (64–18), pokazując znakomitą koszykówkę opartą na balansie między młodością a doświadczeniem. Monty Williams został jednogłośnie wybrany Trenerem Roku, a Devin Booker dołączył do grona finalistów MVP. Zespół imponował dyscypliną, defensywą i kontrolą tempa gry – wszystko wyglądało na gotowe do realizacji upragnionego mistrzowskiego celu.
Suns rozpoczęli play-offy z dużą pewnością siebie, ale już w pierwszej rundzie trafili na ambitnych New Orleans Pelicans. Mimo że wygrali serię 4:2, był to pierwszy sygnał, że nie wszystko działa jak w zegarku. Chris Paul miał problemy zdrowotne, a Booker zmagał się z urazem uda, który ograniczał jego mobilność. Pelicans, grający bez kontuzjowanego Ziona Williamsona, sprawili więcej kłopotów, niż ktokolwiek się spodziewał.
W półfinale konferencji przyszła seria, która na długo zapisała się w pamięci kibiców – pojedynek z Dallas Mavericks. Suns prowadzili 2:0, ale seria wymknęła się spod kontroli. Luka Dončić przejął inicjatywę, dominując w kolejnych meczach zarówno pod względem punktów, jak i mentalności. Phoenix przegrało 3 z kolejnych 4 spotkań i zmuszone było do rozegrania Game 7 u siebie.
W tym meczu doszło do jednego z najbardziej kompromitujących występów w historii organizacji. Suns zostali zmiażdżeni 123:90, a po trzech kwartach przegrywali już 50:92. Dončić był nie do zatrzymania. Booker i Paul zagrali jedno z najgorszych spotkań w karierze – bez energii, bez liderowania, bez ducha walki. Marzenia o mistrzostwie zakończyły się brutalnie, a aura niepokonanej drużyny została zniszczona w jedno popołudnie. To nie była tylko porażka – to była klęska.
Powolny rozpad: sezon 2022/23
Nowy sezon przyniósł nie tylko problemy zdrowotne, ale również napięcia wewnątrz drużyny. Chris Paul częściej niż zwykle opuszczał mecze z powodu urazów, a jego forma wyraźnie spadła. Deandre Ayton coraz bardziej oddalał się mentalnie od zespołu i trenera Monty’ego Williamsa – ich konflikt był publiczny i zauważalny na boisku. W wielu meczach Ayton wyglądał na odłączonego od gry, co rodziło pytania o jego motywację i zaangażowanie.
Mimo wszystko Suns utrzymali się w czołówce Zachodu. W sezonie zasadniczym grali na przyzwoitym poziomie (46–36), ale brakowało im świeżości, kreatywności w ataku i głębi składu. W lutym do drużyny dołączył Kevin Durant – transfer z Brooklynu był szokiem dla ligi. Suns oddali Mikala Bridgesa, Cama Johnsona i wybory w drafcie, ale zyskali jednego z najlepszych strzelców w historii NBA. Problem? Durant zdołał zagrać tylko kilka meczów sezonu zasadniczego, a zespół nie miał czasu na wypracowanie chemii.
W pierwszej rundzie zmierzyli się z Los Angeles Clippers, pokonując ich 4:1, jednak seria była bardziej wyrównana niż sugeruje wynik. Durant i Booker punktowali, ale drużyna była niestabilna. W półfinale przyszło starcie z Denver Nuggets, późniejszymi mistrzami NBA. Nikola Jokić całkowicie zdominował Aytona, a Booker z Durantem musieli niemal w pojedynkę dźwigać ofensywę. CP3 doznał kolejnej kontuzji, a Monty Williams był bezradny w adaptacji taktycznej.
Suns odpadli po sześciomeczowej serii (2:4), w której znów ich słabości zostały obnażone: brak ławki rezerwowych, brak organizacji w ataku i zmęczenie liderów. Mimo indywidualnych popisów Bookera i Duranta (zwłaszcza w Game 3 i 4), zespół nie miał odpowiedzi na wszechstronność Nuggets. To był sygnał, że projekt oparty na Bookerze, Aytonie i starzejącym się Paulu dobiegł końca. W cieniu porażki rozpoczęła się dyskusja o kolejnej rewolucji w Phoenix.
Wszystko albo nic: Durant i Beal (2023–2024)
Suns postawili wszystko na jedną kartę. W lutym 2023 roku do zespołu dołączył Kevin Durant, a kilka miesięcy później do składu dołączył Bradley Beal. Trio Booker–Durant–Beal miało być fundamentem drużyny gotowej walczyć o tytuł już teraz.
W ramach tych ruchów zespół pożegnał się z Chrisem Paulem i Deandre Aytonem — dwoma ważnymi postaciami poprzednich lat. W ich miejsce pojawiła się wielka gwiazdorska siła, ale też nowe wyzwania. Ogromne kontrakty Duranta i Beala znacząco ograniczyły elastyczność kadrową Suns i utrudniły budowanie głębokiego, zbalansowanego składu.

Problemy zaczęły się szybko. Beal większość sezonu zmagał się z urazami, Durant sprawiał momentami wrażenie przemęczonego, a drużyna nie potrafiła znaleźć stabilnej rotacji ani stylu, który dawałby realną przewagę nad rywalami. Sezon zakończył się rozczarowującą porażką 0:4 z Minnesota Timberwolves w pierwszej rundzie play-offów — wynikiem, który brutalnie zweryfikował całą strategię „superteamu”.
Upadek projektu: lato 2025
Latem 2025 Phoenix wytransferowało Kevina Duranta do Houston Rockets. Była to część największej wymian w historii NBA z udziałem siedmiu klubów. Suns odzyskali część elastyczności finansowej, ale projekt “superteamu” oficjalnie upadł.
Największym problemem pozostał Bradley Beal. Na jego kontrakcie ciążyło ponad 100 milionów dolarów, a klauzula “no trade” skutecznie blokowała jakiekolwiek próby transferu. Ostatecznie Suns zdecydowali się na wykup umowy – Beal zrezygnował z 13,88 miliona dolarów, co umożliwiło klubowi skorzystanie z tzw. stretch provision i rozłożenie pozostałych 96,9 miliona dolarów na pięć lat. Ten ruch pozwolił Phoenix zejść poniżej progu luxury tax i uniknąć blisko 200 milionów dolarów kar, ale jednocześnie przypieczętował koniec projektu „superteamu”. Beal związał się z Los Angeles Clippers, podpisując dwuletni kontrakt za 11 milionów dolarów, a Suns rozpoczęli nowy rozdział – z ograniczonymi ambicjami, ale większą finansową swobodą.
Monty Williams: od bohatera do ofiary własnego sukcesu
Monty Williams, mimo olbrzymiego sukcesu w Phoenix, został zwolniony w 2023 roku. Jego droga nie zakończyła się jednak w Arizonie. Został trenerem Detroit Pistons na kontrakcie wartym 78,5 mln USD – najwyższym w historii NBA dla trenera.

Jego nowy projekt zakończył się fiaskiem, z bilansem 14-68 tłoki zajęły ostatnie miejsce w lidze. Pistons grali chaotycznie i bez tożsamości. W czerwcu 2024 roku Williams został zwolniony z ogromnym odszkodowaniem. Paradoksalnie, choć jeszcze niedawno był u szczytu, znów znalazł się poza ligowym obiegiem.
Przyszłość w rękach Bookera
Devin Booker pozostaje ostatnim symbolem kontynuacji i nadziei. To wokół niego Phoenix może budować przyszłość. Ale czy wystarczy cierpliwości, siły i odwagi, by zacząć od nowa? Teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej klub z Arizony stawia wszystko na jedną kartę.

Władze Suns właśnie dały jasny sygnał, że chcą iść tą drogą wspólnie z Bookerem przez wiele kolejnych lat. Klub przedłużył z nim współpracę o dodatkowe dwa sezony, zawierając przedłużenie, którego wartość sięga zawrotnych 145 milionów dolarów. Dzięki temu Booker pozostanie w Phoenix co najmniej do końca sezonu 2029/30.
Nowy kontrakt czyni go najlepiej wynagradzanym zawodnikiem w historii NBA pod względem średniej rocznej płacy – blisko 72,5 miliona dolarów rocznie. Drugi pod tym względem jest tegoroczny MVP oraz zwycięzca ligi, lider Thunder, Shai Gilgeous-Alexander – 71,35 miliona.
To ogromny kredyt zaufania – i jeszcze większa odpowiedzialność. Klub wciąż nie zdołał znaleźć trwałej tożsamości po rozczarowujących sezonach i coraz częściej zadawane jest pytanie, czy Booker sam jest w stanie poprowadzić ten zespół na szczyt. Ma talent, doświadczenie i lojalność wobec miasta, ale czy to wystarczy?
Historia Suns pokazuje, że droga do sukcesu rzadko bywa prosta. Były dobre momenty, ale też długie lata frustracji i rozczarowań. Mimo wszystko w Phoenix wciąż wierzą, że to właśnie Devin Booker może być tym zawodnikiem, który w końcu poprowadzi drużynę do upragnionego mistrzostwa.
Źródła: 2023-24 Phoenix Suns Roster and Stats | Basketball-Reference.com

ILOVEWRO
Czuję, że zostanę na dłużej.Tekst był wyjątkowo przystępny. Nieprzegadane, a konkretne – tego szukam. Są miejsca w sieci, gdzie się wraca – myślę, że właśnie tu znalazłem kolejne. Czy coś Cię szczególnie zaskoczyło podczas przygotowywania wpisu?